Wyspa* Nen* Luby* Tan I* Tan II* Całka* Alex* Charleene* On the road

.
Dobre książki to cierpienie.
brum-brum aka neniadt 2009-11-20 23:52:59
skomentuj (0)
Jestem najtem, walę z aksa
Użytkownik Rafał mówi:
http://www.empik.com/starcraft-ii-pc-multimedia,prod9780209,p
muahaha zobacz date premiery  
Użytkownik Neniadt mówi:
omfg
nie za wcześnie ?  
może zabraknąć dla tych, co zrobili przedpłatę po wydaniu jedynki  
Użytkownik Rafał mówi:
niesamowite, ile oni pracują
Blizzard to Joyce swiata gier 
Użytkownik Neniadt mówi:
Core 2 Duo 2.3 GHz; 2 GB RAM; karta grafiki 512 MB (GeForce 8600 lub lepsza); Windows XP SP2/Vista
apf, wuj im w foopę!
Użytkownik Rafał mówi:
etam
poza tym, mamy lepszy. będziesz miała gdzie grać 
chyba, że mnie rzucisz do maja
Użytkownik Neniadt mówi:
nie zamierzam
zakładając, że nie przejdę Wiedźmina wcześniej u kogoś innego 
brum-brum aka neniadt 2009-11-19 21:11:52
skomentuj (0)
Potęga niedomówień
- To było wielkie mieszkanie; miało 80 metrów!
- Kwadratowych czy sześciennych?                                                                                       
brum-brum aka neniadt 2009-11-19 00:05:16
skomentuj (0)
.
R.: Skarbie co trzeba mieć, zeby wieżę podłączyć do kompa?
N.: Trzeba mieć kabel.
brum-brum aka neniadt 2009-11-08 18:37:04
skomentuj (1)
.
Już pojutrze wpakuję się do pociągu Wrocław-Warszawa. Nareszcie. Niemniej jednak zawsze robię się trochę nerwowa przed wyjazdem; wtorek, godzina ósma rano, wielkie korki, setki dzieciaków w drodze do szkoły. Czy się obudzę? Czy zdążę? Czy się nie spóźnię? Czy nie spadnie śnieg i cała komunikacja miejska nie ugrzęźnie? (Żołądek mnie rozbolał, ot, reakcja) Zrezygnowałam na razie z prawa jazdy, samochody chwilowo przestały mnie interesować, ale w takich momentach myślę o nich prawie z rozrzewnieniem - wsiadasz i zasuwasz! 


A jutro dobrze by było kupić kliszę do Pentaxa. I może jakąś do średniego; Luby ma Lub(y)itela, wypadałoby chociaż wziąć toto w ręce, skoro jest ku temu okazja.
brum-brum aka neniadt 2009-11-08 14:09:17
skomentuj (1)
.

Pierwszy koniec świata miał być, pamiętam, w dwutysięcznym: dokładnie pierwszego stycznia, o godzinie zero-zero-zero-zero. Bo, co oczywiste, zmierzch starego wieku, nowe millenium i tak dalej. Rysowałem w związku z tym komputery z zębami i wielkie wybuchy, wiadomo, data przełomowa, wypadałoby być gotowym. Ale potem zebrało się kilku mądrych, po czym stwierdzono kolektywnie, że ci, co się bali, to banda gałganów, bo rokiem, otwierającym kolejne tysiąclecie tak właściwie będzie dwa tysiące pierwszy, a te strachoputy nie potrafią liczyć. Tym razem trzydziesty pierwszy grudnia, godzina jedenasta, minut pięćdziesiąt dziewięć.

Narzekałem strasznie jako dziecko na te podłe machinacje, które kosztowały mnie kolejne psychiczne przygotowania do wielkiego końca, nerwowe biegunki, ale cóż było robić, poza pogodzeniem się z nieuchronnym? Tandetna, zielona świeczuszka z napisem „1999” zużyła się szybko, a oczekiwana tragedia odkładała w czasie. Raz, drugi, trzeci. Najbliższa obecnie data to dwa tysiące dwunasty. Niemniej i tutaj nikt nie jest zgodny – opieramy się na kalendarzu Majów? Liczymy na przemagnesowanie biegunów? A może trzaśnie w nas znienacka planeta, której dziwnym trafem nikt nie zaobserwował?

Taka to historia o tym, jak to już dziesięć lat temu prawie miały być świata dwa końce, a w końcu nie było końca żadnego. Notabene, kto by się przejmował takimi pierdołami, gdy jednocześnie słyszy z telewizorni o emeryturze boskiego Schulza? Tego od Fistaszków. Ale to nieważne, to dygresja taka, bo przyznam się wam w sekrecie, że dopiero dzisiaj dowiedziałem się, jak naprawdę będzie wyglądała ostatnia dekada wszystkiego, co znamy. Kochani, to będzie nieduża, czarna kropka.

         Oświeciło mnie w windzie. Między jednym Weil! a Weil! drugim, przekopywałam się oczami przez reklamy, kolejno: TelePralni, TelePizzy, kwiaciarni Glorioza (Odkąd ta paskudna tablica pojawiła się na ściance jestem zdania, że podobna nazwa bardziej pasuje do zakładu pogrzebowego albo nieuleczalnej choroby, która kończy się dość paskudnie krwawiącymi guzami dymienicznymi), by ostatecznie zatrzymać się na ogłoszeniu firmy przewozowej, gwarantującej usługi wręcz fantastycznie streszczające się w jej haśle: Wypiłeś na imprezie? Odprowadzimy Twój samochód.

         Skąd w takim razie czarna kropka? Z umiłowania do uproszczeń; wszak wszystko staje się, przynajmniej hipotetycznie, coraz łatwiejsze: nie musisz się pilnować, odprowadzimy twój samochód, przepiszemy ci piguły, wsadzimy ci dwa palce w gardło. Chlej, ile chcesz, pieprz się, gdzie popadnie, żryj do zarzygania, będzie spoko. Prostują się wymagania, zasady ortografii, potem związki chemiczne, związki niechemiczne (Och, on popełnił błąd, to koniec, ja przecież nie mogę z nim być, jestem zbyt unikatowa na kompromisy!), zwierzęta, psychologia, plan miasta, koryta rzek, kolory, ludzie, ziemia, wszechświat, czas, coraz prędzej i prędzej. Nie umieramy w wielkim bum, nie ma rewolucji, jak zawsze przyzwyczajamy się do tego, w jakich warunkach przyszło nam żyć. Upraszczamy się tak bardzo, że zostaje pojedynczy czarny punkt.

 

Który jakiś czas później prawdopodobnie wybuchnie.


brum-brum aka neniadt 2009-11-08 00:56:41
skomentuj (1)
.
Z cyklu Wnioski życiowe:

Lansiarz nigdy nie powie ci, że słucha właśnie muzyki, tylko z regularnością karabinu maszynowego zarzuci nazwą wykonawcy/zespołu, mając nadzieję, że będzie to rzutowało na postrzeganie go jako osoby obytej. Podobnie jest zresztą z opowiadaniami/fanfikami. Tam pojawiają się także cytaty, bądź bohater podśpiewuje sobie, i tutaj odpowiedni fragment z tekstu, italikiem.

brum-brum aka neniadt 2009-11-07 13:56:05
skomentuj (0)
.

 

Zrób sobie opowiadanie, vol.1

(czyli O śmierci T. Reści z rąk F. Ormy)

 

 

1. (początek)

a) - Piękna mamy pogodę, nieprawdaż? – zapytał ją, poprawiając z pozoru nonszalanckim ruchem wyleniały już dawno melonik.

b) – Piękno budzi niezgodę – stwierdził, zwijając poranną gazetę i dopijając z lekka ostygłą już kawę.

c) – Parę sandałów z miodem! – gromko krzyknął w kierunku cokolwiek oderwanego od rzeczywistości kelnera, zajętego akurat poprawianiem rozdzielonych przez wiatr połów fraczka. Jego towarzyszka pokiwała głową, wyrażając najgłębsze zrozumienie męskiej mentalności – Może masz ochotę? – zreflektował się. Niestety, już po złożeniu zamówienia. A cała obsługa, jak na złość, poleciała nieco wyżej.

 

2. (autor serdecznie poleca wybranie tego, co najgłupsze)

a) - Ach, tak! – odpowiedziała żywo, nieco zbyt entuzjastycznie nawet, jak stwierdził, spoglądając z ukosa. Po chwili jednak rozpromienił się: na jej twarz wypłynął wyraz niewyrażalnego zmartwienia – Strasznie wieje, swoją drogą. Do szczętu popsuje mi fryzurę, co ja wtedy zrobię?

b) – Może - Nie mogła mu odpowiedzieć inaczej, ani w żaden z pozostałych sposobów skomentować jego słów. Będąc nieuleczalnie wyniosłym dandysem płci żeńskiej nie reagowała niczym konkretnym na: truizmy, coelhizmy, banały, przepatetyzowane frazesy, small talk, exposé polityków. Nie mogła. Jeden nieprzemyślany ruch i cały ten dopracowany wizerunek rozsypie się w proch. Zostanie prosię, w liczbie jednego, rozjechane i kwiczące nieludzko na lodzie. Oto, co zostanie.

c) – Ach, nie! – krzyknęła – to niemożliwe! Ja sobie coś zupełnie innego założyłam!

 

3. (wskazówka – wysoce pożądanym jest, by bohater wypowiedział się w sposób z początku nieartykułowany)

a) – Aaaaa! – jęknął - Znowu to samo: kulturalnie kurtuazyjna konwersacja kontra kobiece kłopoty.

b) – Ooooo! – krzyknął – Ooooo! – oniemiał, obrzucając zasłony grupą samogłosek.

c) – Iiiiiii! – kwiknął – Kobieto, Ty się uspokój i ukierunkuj, bo ja na jakieś krzyki, piski, fryzury, czy tam inne mentalne błoto damskie nie mam czasu, gdyż, jak widzisz, w tak zwanym międzyczasie czytam gazetę codzienną „Kurjer”, szalenie poważną – dokończył już normalnym tonem, powracając do lektury.

 

4. (triumf wyrozumiałości; wybory nie będą dłużej potrzebne)

a) Może gdyby F. Ormie i T. Reści dano nieco więcej czasu, ich kostropaty związek nabrałby nieco bardziej wymiernego kształtu. Prawdopodobnie. Tymczasem jednak nikt na górze, ani na dole nie był na tyle łaskawy, by zająć stanowisko po lewej lub prawej stronie, w związku z tym oboje, zorientowawszy się, iż ich rozmowa zaczęła się mniej więcej w połowie, a skończyła w ¼ drogi pomiędzy ziemią a szczytem klifu, uderzyli o ziemię z rozbryzgiem.

b) = a)

c) = b) = a)

 

5. (rozwiązanie)

a) Jeżeli przeważają odpowiedzi a – Na przyszłość radzimy wybierać więcej odpowiedzi b i c.

b) Jeżeli przeważają odpowiedzi b – Na przyszłość radzimy wybierać więcej odpowiedzi a i c.

c) Jeżeli przeważają odpowiedzi c – Na przyszłość radzimy wybierać więcej odpowiedzi a i b.

 


brum-brum aka neniadt 2009-11-04 23:36:16
skomentuj (0)
.
Jestem głęboko przekonana, że szaleństwa są dwa: to dozwolone i takie zupełnie poza granicami. Pierwszy przypadek zachodzi naprzykładowo wtedy, gdy rzygasz po ulicach, albo biegasz po rynku w rajstopach na głowie. Ten drugi - kiedy tracisz wszystko, bierzesz papier, długopis, idziesz pod jakiś most, szczęśliwy i bez troski o jutro. Kiedy wcale nie interesuje cię robienie kariery, ani pieniądze. Kiedy odmawiasz wzięcia czegoś, co dają za darmo. No, różne są egzempla, najróżniejsze. Część przeżyłam, innych nie. Ale łączy je coś jeszcze - ten wzrok obserwatorów. Nie ma w nim ani zrozumienia, ani podziwu ze względu na odwagę, czy cokolwiek. Jest tylko bezgraniczne zaskoczenie, brak akceptacji i strach, wywołany nieznanym. "Jesteś nieobliczalna" - chłodno, bez uśmiechu. Ile bym dała, aby nigdy więcej tego nie słyszeć.


(Czasami tak właśnie myślę. Ale z drugiej strony - czy wolność o podobnym zasięgu nie jest warta tych kilku nieprzyjemności?)
brum-brum aka neniadt 2009-11-03 02:11:24
skomentuj (1)
.
Mój metafizyczny niepokój ma wymiary tak potężne, że nie czuję się odpowiednia nawet do rysowania.
brum-brum aka neniadt 2009-11-03 01:46:41
skomentuj (0)

2009
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec